Kiedy synowa zaszła drugi raz w ciążę, cała rodzina cieszyła się z kolejnego wnuka, bratanka, kuzyna, … Radość panowała aż do 12 lipca kiedy to przyszła mama udała się na badania prenatalne. Nie spodziewaliśmy się niczego nadzwyczajnego. To była jej druga ciąża, pierwszym dzieckiem była niezwykle rezolutna dziewczynka, dlaczego więc miałoby być inaczej…

Niestety było inaczej. Kiedy zapłakana synowa zadzwoniła, wiedzieliśmy, że coś nie jest w porządku. Wyniki badań genetycznych i usg były bardzo niepomyślne. Ryzyko wystąpienia trzech badanych chorób genetycznych było wysokie. Nie chcę ich wymieniać, wtedy zresztą suche dane nic nam nie mówiły, jednak prawdopodobieństwo wystąpienia pierwszej choroby wynosiło 1:6 przy ryzyku populacyjnym 1:926, a stan zagrożenia określany był już na poziomie 1:200. Druga choroba – ryzyko wystąpienia przekraczało ponad 30-krotnie wartość referencyjną, a ryzyko wystąpienia trzeciej choroby – przekroczone ponad 300-krotnie. Wyniki przeraziły nas, tym bardziej, że choroby te nie podlegają leczeniu.

Były też inne kiepskie rokowania: w usg widoczny uogólniony obrzęk płodu, wodobrzusze. Odległość fałd skórnych na karku odpowiadała kolejnej chorobie. Nie funkcjonowały nerki, problemy były także z pęcherzem. Serce było słabe, ale miało być zbadane dopiero za dwa tygodnie, jeśli dziecko utrzyma się przy życiu.

W sytuacji, gdy medycyna proponowała tylko badania (pomijam uwagę lekarza o możliwości aborcji w zgodzie z obowiązującymi przepisami prawa), a nie leczenie, pozostawało oczekiwać cudu.

Mówi się, że „jak trwoga to do Boga”, ale to przysłowie ludowe. Sporo w tym racji, ale też Pan Jezus powiedział „o cokolwiek będziecie prosić w imię moje, to uczynię… (J 14,13)”, „… ja to spełnię (J 14,14)”. I dalej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje (J 16,23)”. I jeszcze: „Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna (J 16,24)”.

 

Trzeba było zatem jak szybciej dotrzeć do Boga. Czasu było niewiele, choroby mogły rozwijać się, serce mogło nie wytrzymać. Trzeba było „szukać” dostępu do Boga. Na orędownika wybraliśmy patrona naszej parafii – św. Jana Pawła II. Zawsze to lepiej, by przekaz modlitewny z Ziemi do Boga wzmocnił Ktoś w Niebie. Kilka dni później została w parafii odprawiona Msza Święta w intencji cudu uzdrowienia nienarodzonego jeszcze dziecka. Ale to nie wszystko.

 

W ewangelii wg św. Mateusza Pan Jezus powiedział: „ …gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,19)”. Wydawało nam się, że głos dwóch lub trzech może być zbyt słaby (co nie znaczy, że nie słyszalny czy wystarczający). Chcieliśmy mieć pewność, że będzie dobrze !

 

Nawiązałem kontakt przez facebooka z polskimi siostrami zakonnymi w Domu Pokoju w Betlejem. Gdzie jak gdzie, ale w miejscu, gdzie Pan Jezus w ludzkiej postaci, jako noworodek po raz pierwszy usłyszał ludzki głos, modlitwy muszą szczególnie mile brzmieć dla Niego. Poza tym w tym domu przebywa wiele dzieci, które też mogły się modlić. Siostra przełożona zgodziła się. Nawet zorganizowała odprawienie Mszy Świętej po powrocie księdza z urlopu, tam na miejscu.

 

O cud modliły się panie z róż różańcowych prababci, członkowie kręgu biblijnego, rodzina i znajomi. Z pewnością więcej niż sto osób.

 

Przejeżdżając służbowo przez Częstochowę wstąpiłem na Jasną Górę. Prośby popłynęły przed cudownym obrazem Matki Bożej. Zamówiłem też Mszę Św. w intencji uzdrowienia dziecka. Już kilka razy postępowałem w ten sposób i zawsze moje prośby były wysłuchane.

 

Po dwóch tygodniach wróciliśmy do medycyny. Wykonano synowej kolejne badania. Okazało się, że serce nie jest takie słabe, jak wykazało pierwsze badanie. Pobrany materiał genetyczny badano tym razem w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

Zanim wyniki badań dotarły do Opola, był wyjazd do Łodzi, gdzie wykonano kolejne badanie usg. Fałd karkowy już był prawidłowy. Problemy były z nerkami i pęcherzem. Zaproponowano badanie układu moczowego w ośrodkach poza Polską oraz operację nerek jeszcze przed porodem. Synowa nie wyraziła zgody.

 

Podczas następnych wizyt, lekarze wykonujący badania stwierdzali, że z miesiąca na miesiąc niepokojące objawy kolejno ustępują. Opisy badań są tak skomplikowane, badania wykonywali lekarze z tytułami doktorskimi i profesorskimi, że trudno laikowi coś zrozumieć. Na szczęście ciocia malucha jest pediatrą, brała udział w niektórych badaniach, troszczyła się o przyszłość bratanka, podobnie jak cała rodzina.

 

W sierpniu pojechaliśmy odpocząć na Podlasie. Niedaleko katedry w Białymstoku znajduje się księgarnia religijna. Wszedłem do środka i przypadkiem ujrzałem książkę – opowieść fantastyczną o  młodym aniele, uczniu szkoły anielskiej, o przydomku „Zielonkawy”. Dwa lata wcześniej przeczytałem pierwszą część, więc wykorzystując okazję kupiłem część drugą.

 

Zielonkawy był w kłopocie, ale ratował go nieco tajemniczy Azariasz.  To co było niewiadome dla Zielonkawego, było wiadome dla mnie. Przecież Azariasz to nikt inny jak archanioł Rafał, opiekun Tobiasza w czasie wędrówki opisanej w Starym Testamencie w Księdze Tobiasza. Pomyślałem wówczas o moim aniele stróżu: Jeśli mógłbyś się „urwać” na jakiś czas od czuwania nade mną i trochę zająć się moim wnukiem, to będę naprawdę wdzięczny. Nie minął dzień, albo dwa, gdy syn z synową i córką przyjechali odwiedzić nas na Podlasiu. W czasie jednej z rozmów  oznajmili mi: „Postanowiliśmy małemu jak się urodzi dać na drugie imię Tobiasz. – Skąd ten pomysł ? W ogóle nie pasuje do pierwszego. – A nie wiem, tak jakoś…”. Super, pomyślałem już nie mój anioł stróż, ale pewnie sam Rafał będzie miał małego na oku.

 

Ostatnie badania przeprowadzono w listopadzie. Jakoś tak nawet nie przeglądaliśmy wyników. Chyba wszyscy byliśmy pewni, że będzie dobrze.

 

Potem już pozostało tylko czekać na poród. I w końcu urodził się, dwa tygodnie przed terminem, 1 stycznia 2022 r.  czterdzieści minut po północy, jako pierwsze dziecko w Opolu w tamtym roku. Zupełnie zdrowy, 10/10 w skali Apgar. Mówili o nim w radio. Czy to znaczy, że jest wyjątkowy? Dla nas tak. Jest wyjątkowy, bo jest zdrowy i prawidłowo rozwija się. A jaki jest wobec niego plan Pana Boga ? Czekamy. Zobaczymy.

 

Czy to był cud? Miesiąc po porodzie profesor genetyki, który badał go przed urodzeniem, będąc w Opolu odwiedził malucha. Pooglądał, podotykał i powiedział, że w jego praktyce to pierwszy taki przypadek, by po tak kiepskich rokowaniach urodziło się zdrowe dziecko. Więc jednak cuda się zdarzają. Nasza radość jest pełna.